Szanowny Panie Prokuratorze Generalny Zbigniewie Ziobro,

kieruje do Pana, jako matka, prośbę o pomoc. Sprawa dotyczy mojego syna i odnosi się do Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów oraz Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, a więc bardzo wpływowego środowiska. Przebieg wydarzeń jest niezwykle bulwersujący i nie wiem czy forma pisana jest w stanie uwidocznić powagę i tragedię sytuacji. Bardziej szczegółowy opis zdarzeń zawieram poniżej. Historia, którą prezentuję, ma w zasadniczej swej części potwierdzenie w dokumentacji, którą dołączam. W streszczeniu, sprawa wobec której domagam się pomocy i sprawiedliwości, przedstawia się w sposób następujący: syn realizując doktorat na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie zderzył się z niemerytoryczną barierą nie do przebicia, którą definiują takie pojęcia jak nepotyzm, kumoterstwo, korupcja i łajdactwo. Wobec syna jawnie i bez skrupułów formułowano przeróżne stwierdzenia, które dyplomatycznie i wielce umiarkowanie określę mianem "niepokojących". Jedno z tych stwierdzeń, bardzo dobrze zapamiętane, brzmiało w sposób następujący: "doktorat robi się na zasadzie gry w pokera, trzeba wiedzieć ile na stół wyłożyć". I ten fakt nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nie seria innych uwiarygodniających go zdarzeń, a mianowicie: syn (mający na dorobku sześć dyplomów) mimo spełnienia wszystkich wymagań, zdania wszystkich egzaminów, posiadania 20 artykułów naukowych, pozytywnych recenzji dysertacji, pozytywnie zakończonej obrony, aktywnej obrony ze strony promotora, recenzentów i wielu innych ludzi nauki, nie może otrzymać stopnia naukowego ekonomisty, który ponad wszelką wątpliwość jest mu należny. To jeszcze nie wszystko. Najbardziej w tym wszystkim bulwersuje, trudny do uzmysłowienia dla rozumnego człowieka i niemający swojego końca, pełny jawnych przeinaczeń, kłamstw i hipokryzji - bardzo krzywdzący- spektakl. W tym też względzie treść tego pisma formułuje ja, jako matka, ponieważ syna się prześladuje i grozi się mu konsekwencjami, niekoniecznie prawnymi, za ujawnianie prawdy. Pomagający nam prawnik stwierdza, że jeżeli poniżej prezentowana forma, opisująca w sposób szczery i prosty przebieg zdarzeń, ujrzy światło dzienne, to syn zostanie pociągnięty do odpowiedzialności cywilnej. A więc skrzywdzonego, zrozpaczonego i załamanego człowieka za słowa prawdy jeszcze bardziej się zgnębi, gdzie taką możliwość stwarza system mafijny i pieniądze posiadane przez tych, którzy nie mają za grosz moralności i wstydu. A my jesteśmy już udręczeni sytuacją, gdzie syn od nadmiaru stresu zatracił odporność, a to przyniosło zapalenie opon mózgowych i inne choroby. W tym wszystkim należy wiedzieć również to, że w akcie desperacji może dojść do jeszcze większej tragedii do której nierozumnie prowadzi środowisko ludzi powszechnie postrzegane jako rozumne.

Wobec powyższego, przechodząc do zasadniczego ciągu zdarzeń:

2010 rok - syn rozpoczyna studia III stopnia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie.

2012/2013 rok - studia, profesura i aparat administracyjny uczelni wywołują w synu wiele frustracji. Bardzo ciężko było znaleźć rzeczowego promotora, gdzie okazało się, że w aspekcie promocji kwestie naukowe nie przedstawiają większego znaczenia. W tym czasie, jeden z opiekunów, mający być potencjalnym promotorem dysertacji, formułuje w stosunku do syna metaforyczne i jednoznacznie nieokreślone zdania, jednakże domyślnie odczuwane w sposób bardzo niepokojący. Ponadto miał miejsce mobbing. Wobec zdecydowanej i jednoznacznej odmowy syna na składane propozycje osiągnięcia stopnia naukowego w sposób niemerytoryczny, syn zaczął zderzać się z bardzo agresywnym i niekulturalnym zachowaniem ze strony wielu osób. W tym też czasie syn, jak również ja - jako wspierająca go matka, chcąc zrealizować wyznaczone cele, musieliśmy przejść przez koszmar, który trudno wyrazić. Ostatecznie, w stanie wielkiego stresu, udało się synowi ukończyć studia III stopnia na Wydziale Ekonomii UEK. Jednak w sposób bezpodstawny, nacechowany arbitralnym, niekulturalnym i irracjonalnym zachowaniem, nie pozwolono synowi otworzyć przewodu naukowego.

2013 rok c.d. - kontaktują się z synem, w związku z ciekawą treścią jego badań, naukowcy z różnych środowisk i ośrodków naukowych, którym syn prezentuję patologię sytuacji. Ostatecznie jeden z naukowców kontaktuje syna z prof. zw. dr hab. Tadeuszem Grabińskim, byłym rektorem UEK, osobą z innego wydziału (Finansów). Pan Profesor Grabiński, po zapoznaniu się z treścią syna badań, jest z nich bardzo zadowolony. Postanawia go wypromować.

2014 rok. Otwarcie przewodu nastąpiło 12 maja 2014 roku (załącznik 1 [uchwała RWF UEK]). Na posiedzeniu Rady Wydziału Finansów UEK syn odpowiadał na pytania, gdzie spotkał się z uznaniem. 15 grudnia 2014 roku powołano recenzentów (wyciąg z protokołu 15.12.2014 - załącznik 2). W postępowaniu wszyscy byli jednomyślni i na tak, co oczywiście uwidaczniają dokumenty i protokoły.

2015 rok. 31 marca 2015 roku syn pozytywnie zdaje egzaminy doktorskie (protokół komisji egzaminacyjnej - załącznik 3,4, 5). Praca doktorska syna, która napisana została już w 2013 roku, otrzymuje pozytywne recenzje (załącznik 6 [prof. UEP Aleksander Grzelak], załącznik 7 [prof. UE w Katowicach Józef Biolik], załącznik 8 [protokół posiedzenia komisji doktorskiej]). Obrona odbyła się 13 kwietnia 2015 roku (w składzie aż 14 profesorów! - wspomniany załącznik 8). W tym momencie następuje powrót stanu degeneracji, który systematycznie potęguje się wraz z upływem czasu. Na obronie w negatywnym świetle wyróżnia się prof. UEK Ewa Miklaszewska. Początkowo wydawało się, że jest niedysponowana, jednakże prawda była bardziej okrutna. Oczywiście syn obronił się, gdzie nikt nie był na "nie", a Pani prof. Miklaszewska wstrzymała się od głosu (załącznik 9 - protokół z obrony). Jednakże mimo tego, od tego momentu, zaczynają dziać się wydarzenia, które promotor syna skwitował w przeprowadzonej ze mną rozmowie mianem "ewenementu na skalę światową".

Głosowanie w Radzie miało miejsce 20 kwietnia, jednakże trzy dni wcześniej, a 4 dni po obronie, prof. Miklaszewska zaczęła rozsyłać e-maile o bulwersującej treści, nacechowane nieskładnie i nielogicznie sformułowanymi kłamstwami (do których ta Pani się nawet przyznała), wymierzonymi w syna, w których namawia się do głosowania za nienadaniem stopnia naukowego (e-maile prof. Miklaszewska, załącznik 10, 11). W e-mailu można przeczytać m.in.: (A) "skłoniło [mnie to] do zapoznania się z pracą doktorską (niestety po obronie) ...", (B) "obrona przebiegała niestandardowo ponieważ doktorant postanowił ominąć część empiryczną, a skoncentrował się na swoich przemyśleniach" (prof. Miklaszewska stwierdza, że była na obronie nieprzygotowana! - tak więc skąd wiedziała, że w pracy występuje część empiryczna?; jak mogła zadawać pytania, skoro nie wiedziała o czym syn pisze? Jak syn mógł odpowiadać na pytania nie związane ze swoimi badaniami? Logicznie myśląc: jeżeli miało miejsce zadawanie pytań ze strony prof. Miklaszewskiej, to pytania musiały być niedorzeczne, ponieważ nie odnosiły się do treści i nie mogły, bo przecież ta była [i przypuszczam że w dalszym ciągu jest] nieznana - jak przyznaje to sama Pani Profesor! Tak więc zdanie cytujące A wyklucza zdanie cytujące B, wobec czego już w tak krótkim fragmencie mamy do czynienia z oczywistym fałszem w wydaniu prof. Miklaszewskiej. A więc kto mógł niedorzecznie mówić, autor wielokrotnie pozytywnie zweryfikowanej dysertacji czy osoba, która tej dysertacji nie przeczytała i nawet nie potrafi złożyć w proste ramy logiczne swoich stwierdzeń? Ogólnie co to za niepoważne stwierdzenie: "skoncentrował się na swoich przemyśleniach"? To na czym się miał skoncentrować?). Cytując dalej: "Nasza komisja była trudna, bo Pan Krupa posługuje się żargonem udającym język naukowy, co nadaje pozory naukowości ignoranckim sądom i chaosowi myślowemu doktoranta". W świetle Pani Profesor nieprzygotowania te obsceniczne słowa odnoszą się chyba do ich autorki. Dodam, że syn dysponuje ponad 20 artykułami naukowymi, każdy z nich opublikowany w recenzowanym i punktowanym czasopiśmie naukowym, w tym trzy na UEK! Każdy z artykułów przeszedł po dwie recenzje, a niektóre po jednej dodatkowej [statystyczno-matematycznej]. W tym kontekście zatrważające jest kolejne ze stwierdzeń prof. Miklaszewskiej: "...doktorat zdążył już naprodukować wiele artykułów i zamierza dalej kontynuować tę produkcję [wobec czego] powinniśmy spróbować zablokować nadanie stopnia doktorskiego Panu Krupie". Może Pani Profesor nie wie, że artykuły to element pozytywny, przemawiający za nadaniem stopnia naukowego, gdzie artykuły i badania jakie prezentują są anonimowo recenzowane i oceniane przez wielu naukowców z różnych środowisk, i tak samo było w przypadku dysertacji. W tym momencie uwidacznia się absurdalna, nienaukowa, dyktatorska mentalności, nacechowana cenzurą, analogiczna do relacji Galileusz - Inkwizycja, gdzie wolnomyślicielstwo można przypłacić połamanymi rękami albo utratą życia, jak analogicznie w Stalinowskiej Rosji, czego - obserwując to wszystko - realnie się obawiamy. Ogólnie - co należy w tym miejscu nadmienić - to treść pisma prof. Miklaszewskiej przypomina despotyczno-infantylne argumenty wysuwane na poprzednim wydziale w którym znękano syna za to, że ten nie zagrał w pokera. Mniej więcej podobną, a nawet skopiowaną narrację prezentuje Centralna Komisja, o czym więcej w dalszej części. W tym miejscu należy dodać, że do e-maila został załączony dodatkowy tekst (wspomniany załącznik 11). Treść jest tak absurdalna, że pominę jej komentowanie, ponieważ już w swej istocie stanowiłoby to absurd, aczkolwiek chciałam zacytować jeden fragment, który dowodzi kłamstwa, do którego przyznaje się pośrednio sama prof. Miklaszewska w napisanym do syna e-mailu (o czym więcej w dalszej części). Pani Profesor pisze: "dwa pierwsze rozdziały stanowią niezwiązane z pracą analizy historii rozwoju stosunków międzynarodowych wg historyczno-filozoficznego ujęcia prof. Gałganka (zapewne). Są one dyletanckie i pełne przeinaczeń poglądów wybitnych filozofów (skonsultowałam to z 2 niezależnymi ekspertami, w obu wypadkach stwierdzającymi, że miejsce tych rozważań jest w koszu na śmieci)". Pomijając liczne niespójności żmijowatego i surrealistycznego pism Pani Profesor, należy wrócić do napisanego do syna 22 kwietnia, chaotycznego w swej treści, e-maila (załącznik 12, 13). Pani Profesor pisze: "Wycofuje się z pierwszego akapitu - napisałam, że część Pana pracy nadaje się do kosza, co było niepoprawne i niewłaściwe, za co przepraszam" a "Pana najnowsze publikacje ... podobają mi się". Jeszcze przed e-mailem z 22 kwietnia doszło do posiedzenia Rady Wydziału Finansów UEK na której miał być nadany stopień doktora. Jednakże w owym dniu okazało się, że nie ma protokołu z obrony. A wiemy, że protokół został złożony. Nie było go ponieważ musiano zyskać na czasie, aby namieszać w sprawie. W tym miejscu dygresyjnie nadmienię jeden fakt odnotowany przez protokół (protokół z posiedzenia Rady z 20 kwietnia - załącznik 14): "Prof. dr hab. Anna Harańczyk zapytała, gdzie doktorant pracuje". Pytania pokroju: "kim Pan jest", "gdzie Pan pracuje", "kim są Pana rodzice" są standardem i są zadawane przy każdej nadarzającej się okazji. Dodam, że wobec stawianych synowi zarzutów, na prośbę promotora, syn dokonał logicznej i możliwie najbardziej kulturalnie adekwatnej odpowiedzi (odpowiedz syna na stawiane zarzuty - załącznik 15) za co zaczęto syna, jak i również promotora, szantażować, domagając się oficjalnych przeprosin (co potwierdza również obłudny i kombinatorski e-maile prof. Miklaszewskiej). Ostatecznie członkowie Komisji Doktorskiej opracowali treść e-maila z przeprosinami (co mogę ewentualnie wykazać dokumentując rozbudowaną korespondencją e-mailową) i na prośbę promotora treść (przeprosiny za nieuprawnione włączenie się do procedury) została przez syna rozesłana. Postępowanie przeniesiono na 18 maja, na którym, bez uzasadnienia, w głosowaniu tajnym, syn nie otrzymał stopnia naukowego (załącznik 16 - uchwała o nienadaniu stopnia), mimo, że większość osób głosowało za nadaniem stopnia (załącznik 17 - protokół z posiedzenia Rady Wydziału), jednakże zbyt wielu profesorów wstrzymało się od głosu, a wymagana jest większość bezwzględna. Głosowanie miało taki przebieg ze względu na manipulacje. Ten fakt w pewnym względzie w sposób bardziej wyważony i formalny potwierdza pismo dr hab. Jana Lica do członków Rady Wydziału Finansów w którym, domagając się powtórzenia procedury, pisze że: "uczestnicy głosowania powinni być poinformowani o jego warunkach", ponieważ "wbrew intencji zachowania neutralności głosy zostały oddane na "nie"", a więc "taki przypadek określa się mianem złożenia oświadczenia woli pod wpływem błędu (...) Ponieważ przed głosowaniem nie było żadnej informacji, że [głosowanie odbywa się] na podstawie ustawy z 14 marca 2003 roku ... i konieczna jest bezwzględna większość głosów [poprzez co] można było żywić przekonanie, iż wystarczy zwykła większość głosów. Sam miałem takie błędne przeświadczenie i wiem o co najmniej jednym uczestniku głosowania, który był w takiej samej sytuacji" ... "Pragnę wyrazić przekonanie, że w tak ważnej sprawie, jak nadanie stopnia naukowego, co - bez nadmiernej emfazy - może decydować o czyimś życiu, uczestnicy głosowania powinni być poinformowani o jego warunkach (prawnych wymogach) i o znaczeniu oddawanego głosu, w tym wypadku zwłaszcza głosu "wstrzymuje się". Informacja taka powinna być udzielona nawet wtedy, jeśli panuje opinia (być może jednak mylna) o tym, że wszyscy wiedzą, jakie są reguły głosowania." (dr hab. J. Lic, załącznik 18).

Kolejnym krokiem było odwołanie do Centralnej Komisji. Ze względu na ogrom naruszeń (brak obecności recenzentów, błędy techniczne, ortograficzne czy stylistyczne, powołanie się na niewłaściwe i nieaktualne przepisy prawa, niewłaściwa procedura postępowania, brak uzasadnienia, i inne naruszenia o cechach etycznych) ze sformowaniem wniosku nie było zbyt wiele problemu (załącznik 19 - odwołanie do CK). Do wniosku zostało dołączone pismo promotora w którym krytykuje zaistniałą sytuację, broniąc syna i pisząc m.in. (załącznik 20 - obrona syna przez Promotora): "Uważam negatywne stanowisko Rady Wydziału za niewłaściwe, niezgodne z przebiegiem przewodu i krzywdzące Doktoranta ... Liczba członków Komisji ds. przewodu (14) znacznie przekraczała zalecaną liczbę członków Komisji (9) i obejmowała ok. 50% samodzielnych pracowników Wydziału Finansów. Reprezentatywność Komisji nie może budzić żadnych zastrzeżeń ... Jako promotor podtrzymuję swoją pozytywną opinię o pracy doktorskiej mgr Marcina Krupy. W rozprawie podjęto ciekawy i ważny problem zależności pomiędzy wzrostem gospodarczym w ujęciu makroekonomicznym i cyklami koniunkturalnymi a sytuacją polityczną ujętą w kategorii konfliktów zbrojnych i wojen. Jest to tematyka interdyscyplinarna i wymaga wiedzy z obszaru ekonomii, politologii, stosunków międzynarodowych, jak również demografii, socjologii, etnografii, statystyki ... Prowadząc zajęcia na studiach doktoranckich omawiam tematykę realizowanych na Uczelni prac doktorskich. Problematyka pracy mgr Marcina Krupy w połączeniu z analizami prowadzonymi w ramach amerykańskiego projektu Correlates of Wars spotkała się z dużym zainteresowaniem innych doktorantów. Powołana została nawet nieformalna grupa osób zainteresowanych tą tematyką i odbyło się kilka spotkań, na których dyskutowaliśmy o zainicjowaniu polskiej wersji projektu amerykańskiego z uwzględnieniem specyfiki wschodnioeuropejskiej ... O kompetencjach mgr Marcina Krupy w zakresie problematyki będącej przedmiotem jego rozważań zawartych w rozprawie doktorskiej, świadczy duży dorobek. W ciągu 3 lat (od roku 2012) opublikował On 18 artykułów, m.in. w wydawnictwach UEK, Uniwersytetu Rzeszowskiego, Uniwersytetu Łódzkiego, Akademii Obrony Narodowej w Warszawie, Akademii Humanistycznej w Warszawie, PAN O/ Lublin, Akademii Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi ... Łączna liczba punktów przypisanych tym publikacjom wynosi 102, co oznacza ponad 30 punktów w ciągu 1 roku. Tak wysoka produktywność doktoranta w powiązaniu z Jego porażką w przewodzie doktorskim jest trudna do zrozumienia i pogodzenia. Tematyka publikacji ściśle się wiąże z problematyką rozprawy doktorskiej ... W ciągu 28 lat swojej pracy naukowej wypromowałem 16 doktorantów (14 w uczelni macierzystej oraz po 1 w ośrodku katowickim i wrocławskim). Stosowałem jednakowe kryteria oceny poprawności rozpraw doktorskich (oryginalność podejmowanej tematyki, opanowanie złożonych narzędzi analitycznych, propozycje nowatorskich rozwiązań metodologicznych, propagowanie swoich osiągnięć). W powstałej sytuacji można by się zastanawiać, czy te stopnie naukowe zostały nadane za prace nie spełniające odpowiednich kryteriów jakościowych ... Otwarcie pierwszego przewodu, w którym byłem promotorem miało miejsce dokładnie 30 lat temu (20 czerwca 1985 r.). Oznacza to, że co 2 lata bronił się jeden mój doktorant. Wydaje mi się, że jest to czas adekwatny do zadań wynikających z obowiązków promotora. Podobne 2-letnie interwały czasowe mieli moi Nauczyciele: Prof. Kazimierz Zając oraz Prof. Aleksander Zeliaś ... Prawie 50% moich doktorantów (6 na 14) po otwarciu przewodu zamknęło swoje przewody, gdyż ich prace w mojej opinii nie spełniały kryteriów jakościowych, jakimi powinny cechować się rozprawy naukowe. Jak z tego wynika nie stosuję "taryfy ulgowej" dzięki czemu uważam, że moi doktoranci są dobrze przygotowani do prowadzenia badań naukowych." Dodatkowo, przed posiedzeniem Rady z 18 maja, zostało odczytane, biorące syna w obronę i wyrażające niezrozumienie sytuacji, pismo nadesłane od prof. UEP Aleksandra Grzelaka (prof. A. Grzelak, załącznik 21). Myśleliśmy, ja, syn i inni ludzie nauki wraz z prawnikiem, że sama opinia tak cenionej w świecie nauki postaci jak prof. zw. dr hab. Tadeusz Grabiński (jeden z najczęściej cytowanych badaczy w Polsce) wystarczy, jednakże ostatecznie przyszło się nam zawieść. W CK jest aż czterech pracowników UEK, a sieć konotacji, układów, znajomości i zobowiązań jakie wytwarza, powoduje, że nikogo nie obchodzi prawda, wobec czego masami profesorów steruje się łatwiej niż w przypadku ubeznasłowolnienia, co stopniowo sobie uświadamiamy czytając doniesienia prasowe oraz rozmawiając z innymi naukowcami czy prawnikiem. Wprawdzie można spotkać również wielu prawych naukowców, którzy być może stanowią większość, jednakże - czego do końca nie rozumiem - wymownie milczącą większością, wręcz przestraszoną i godzącą się na ten mafijny stan rzeczy.

2016 rok. Nie mogąc doczekać się na decyzję CK syn wysłał pismo z zapytaniem. W przysłanej do niego odpowiedzi, datowanej na 14 stycznia (I pismo CK, załącznik 22), dowiedzieliśmy się, że za niedługo syn otrzyma oficjalną decyzję CK, oraz - co ważniejsze - to jest to, że "w postępowaniu odwoławczym powołano jednego recenzenta, którego konkluzja była pozytywna". Zwarzywszy na pomijającą wiele aspektów i ogólnie bulwersującą treść (pisaną jakby ręką prof. Miklaszewskiej) oficjalnego pisma CK (o czym więcej poniżej), przypuszczam, że wiedza zawarta w powyższym cytacie trafiła do syna wbrew intencji złych ludzi. Oficjalna decyzja CK, datowana na 21 grudzień 2015 rok (II pismo CK, załącznik 23), poraża swoją impertynencją. Oprócz tego, że pomija kwestię pozytywnej recenzji, to równocześnie argumentuje niemerytoryczne i irracjonalnie, powtarzając (wręcz cytując bez akapitu) pozbawione sensu wywody prof. Miklaszewskiej. Jednakże - jak można przeczytać: "po wysłuchaniu opinii recenzentów Centralna Komisja w głosowaniu tajnym wypowiedziała się za wnioskiem o uchylenie zaskarżonej uchwały Rady". Wobec czego wnioskuje, że "recenzje" (co ciekawe - liczba mnoga) musiały być dla syna bardzo przychylne. Sprawę przekazano do Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, celem kolejnej niemerytorycznej, pełnej błędów i przeinaczeń, dyskwalifikacji syna (dysertacji nikt nie czyta). Widocznie ukręcić głowy sprawie - zwarzywszy na pozytywne recenzję - nie dało się uczynić na poziomie CK, tak więc brudna robota spadła do wykonania na ręce prof. J. Michałka z Wydziału Ekonomii UW, o czym więcej w dalszej części pisma. Powracając do decyzji CK, tak jak pisałam, treść zawiera wiele niepoważnych stwierdzeń, jak np.: "... oceny rozprawy wystawione przez recenzentów są - po zapoznaniu się z tekstem rozprawy - zawyżone". Należałoby w tym miejscu zadać pytanie: czy recenzję wydane w CK również są zawyżone? Czytając dalej: "obrona rozprawy przebiegała niestandardowo, bo mgr M. Krupa zajmował się tylko wybranymi aspektami pracy doktorskiej." Jest to nie wzięty w cudzysłów cytat stwierdzenia prof. Miklaszewskiej. Tego stwierdzenia nie potwierdza żaden dokument, tym bardziej, że CK pisze, że "członkowie Komisji Doktorskiej nie zapoznali się z tekstem rozprawy". Wobec czego mają miejsce kolejne logiczne braki i sprzeczności. W jaki sposób syn mógł się zajmować wybranymi aspektami (cokolwiek to znaczy), jeżeli [jak wynika z przekazu CK] Profesorowie nie znali treści. Jeżeli nie znali treści to nie mogli zadawać pytań, jeżeli jednak zadawali pytania, to pytania te nie mogły być (A) logiczne, bądź (B) odnosić się do istoty, albo jedno i drugie. Natomiast jeżeli jest tak, że Profesorowie nie zapoznali z treścią dysertacji, to pytanie: dlaczego to jest argument za nienadaniem stopnia naukowego? Dlaczego syn ma ponosić koszty (idąc tokiem rozumowania CK) niekompetencji polskich profesorów z UEK. Ogólnie należy zadać pytanie czy treść była znana czy nie znana? Pytam się, ponieważ pismo z CK samo sobie zaprzecza, bo przecież jak syn mógłby zajmować się "wybranymi aspektami" skoro "członkowie Komisji Doktorskiej nie zapoznali się z tekstem rozprawy". Kolejne stwierdzenie: "po przyjęciu obrony zreflektowali się, jaki jest poziom rozprawy, której obronę przyjęli". Jest to - burzącym krew w żyłach - kłamstwem, zważywszy na liczne fakty m.in. takie jak pismo dr hab. Lica, czy stosunku głosów, gdzie w Radzie 10 było za nadaniem stopnia, a 7 na "nie". Dodam, że powołano nieoficjalną komisję, która miała zbadać badania syna i uzasadnić nienadanie stopnia naukowego. Po paru tygodniach studiów ostatecznie postanowiono milczeć, ponieważ nie dopatrzono się żadnych uchybień, gdzie ten fakt w pewnej mierze potwierdza ujawniający kłamstwo, przepraszający i wycofujący się ze swoich zarzutów e-mail prof. Miklaszewskiej, gdzie nadto w jednym załączniku można przeczytać m.in. (wspomniany załącznik do e-maila z 22 kwietnia): "... napisałam dość ostry w tonie mail do Członków Komisji z sugestią, abyśmy spróbowali zablokować nadanie stopnia Panu mgr Krupie ... Tylko jeden członek Komisji podzielił moje stanowisko". Ogólnie pismo CK nie odnosi się do istoty, jest absurdalne, ukierunkowane na pozbawione podstaw nienadanie synowi stopnia naukowego. Kolejny ciąg wydarzeń jest jeszcze bardziej bulwersujący.

Wydarzenia realizujące się na Uniwersytecie Warszawskim są celowo ukierunkowane na nienadanie synowi stopnia naukowego. W związku z tym syn przesłał pismo do CK o zmianę Rady Wydziału na inną (pismo syna do CK, załącznik 24), co wobec tak jawnych naruszeń powinno być kwestią oczywistą. Do najważniejszych argumentów zaliczyć należy m.in. co następuje: 1) Dziekan Wydziału Ekonomii UW prof. Jan J. Michałek, co wyraźnie potwierdza protokół, poprzez tendencyjne, pełne przeinaczeń, błędów i ogólnie niekompletne stwierdzenia, ukierunkowuje Radę na niemerytoryczne nienadanie stopnia naukowego. 2) prof. Michałek pomija kwestię pozytywnych recenzji. 3) Co najważniejsze: obowiązkiem prawnym jest zaproszenie na posiedzenie Rady promotora i recenzentów, natomiast prof. J. Michałek im tego jawnie odmówił! Wobec czego oczywistością jest ukartowane zachowanie prof. Michałka, ukierunkowane na haniebne i bezpodstawne nienadanie stopnia naukowego. W tym samym też czasie syn wniósł o wstrzymanie postępowania na UW (wstrzymanie postępowania na UW, załącznik 25) i z datą 04.10.2016 rok otrzymał pozytywną odpowiedz (odpowiedź z UW, załącznik 26). Wcześniej, bo 03.10.2016 roku (data stempla pocztowego) syn otrzymał odpowiedz z CK odnośnie wniosku o zmianę Rady. Odpowiedz zatrwożyła, nie tylko mnie, lecz liczną społeczność wspierających nas ludzi nauki. Odpowiedz jest krótka i zamyka się w stwierdzeniu, że CK ma w argumentacji syna do czynienia z "subiektywnymi odczuciami" (czyli subiektywnie recenzentom i promotorowi wydaje się, że, prof. Michałek im słownie w rozmowie telefonicznej odmówił uczestnictwa - czyżby CK sugeruje, że recenzenci i promotor mają omamy?), ponadto przyznając, że nieobiektywne działania ze strony prof. Michałka są sterowane ze strony Centralnej Komisji: "Dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego wykonuje ... zalecenia decyzji Centralnej Komisji" (III pismo z CK, załącznik 27). W tym momencie oczywistością stało się to, że działania są umyślnie, jawnie stronniczo nakierowane na bezpodstawne, nieuzasadnione i niemerytoryczne (bądź karłowato merytoryczne) nienadanie synowi stopnia naukowego. Ten fakt - jak się dowiedziałam - potwierdził również prof. Michałek w osobistej rozmowie telefonicznej z promotorem syna.

2017 rok. Z każdą chwilą ma miejsce coraz więcej wydarzeń unaoczniających patologię prezentowanej sytuacji. Wraz z upływem czasu, w coraz mniej ukryty sposób, coraz bardziej jawnie, przez coraz większą ilość osób, dokonują się akty degeneracji, które stopniowo stają się dopuszczalną normą. W tym miejscu opisze dwa wybrane przypadki:

Pierwszy. Z Uniwersytetu Warszawskiego do syna pisze znany mu Profesor z którym syn nawiązał niepomyślny kontakt jeszcze przed obroną. "Niepomyślny" zwarzywszy na kontakt telefoniczny, zawierający silne elementy sugestywne. "Elementy sugestywne" można dostrzec m.in. w następującym e-mailu: "(...) w przedstawionej mi wersji nie mógłbym wydać pozytywnej opinii o Pańskiej pracy. Nie odpowiedział mi Pan, czy mamy szansę się spotkać. Myślę, że to dałoby szansę na zmianę mojej opinii. (...)" [e-mail ostatni z września 2014 roku]. Czyli wystarczy osobisty kontakt, aby negatywna ocena zmieniła się na pozytywną, bez zmian merytorycznych.

Profesor e-mailem z 29 stycznia zaskakuje syna, pisząc: "Drogi Panie Marcinie, przypadkowo znalazłem w internecie informacje o Pańskich kłopotach z doktoratem. Nie wiem bliżej, na czym one polegają. Byłbym wdzięczny za informacje. Nadal deklaruję pomoc. Pozdrawiam serdecznie ...". Odnoszę wrażenie, że "nie w internecie" i "nie przez przypadek". Syn w odpowiedzi przesłał Profesorowi pisma prawnicze. Odpowiedz ze strony Profesora była następująca: "Drogi Panie Marcinie, otóż stało się coś, przed czym chciałem Pana uchronić. Odrzucił Pan moją ofertę pomocy. Trudno. W sprawach naukowych uciekanie się do kruczków prawnych to nie jest najlepsza droga. Zupełnie niepotrzebnie powstała niemiła atmosfera. Bardzo chętnie spotkałbym się z Panem. Pozdrawiam ...". Można zadać następujące pytania: przed czym ostrzegał i chciał uchronić syna Profesor, bo chyba nie przed negatywnymi recenzjami?, bo te syn miał pozytywne. Po co w dalszym ciągu Profesor chce się spotkać z synem? Ciekawym jest również stwierdzenie: "uciekanie się do kruczków prawnych to nie jest najlepsza droga" - można odnieść wrażenie bycia obywatelem kraju trzeciego świata, kraju w którym z lekceważeniem i pogardą odnosi się do prawa, wręcz tak jakby każdy wiedział i działał według schematu, że Polska to nie jest państwo prawa.

Druga sytuacja. Do pomocy synowi włączyła się jedna z ważnych osób w CK, która napisała do innej osoby pomagającej synowi m.in. co następuje: "(...) Z akt sprawy dla mnie wynika, że za całą sprawą stoi jakaś osoba lub grupa osób w Krakowie. Jeśli są jakieś naciski, to pochodzą one właśnie stamtąd. Zatem gdziekolwiek on nie pójdzie, to te naciski mogą być wywierane. (...) A jak widać też i czasy nie są pewne".

Podsumowując: mimo przeszło 20 publikacji naukowych (mimo że stopień jest nadawany już od 2), pozytywnych recenzji (mimo że stopień w niektórych przypadkach jest nadawany w przypadku braku pozytywnej recenzji), pozytywnej obrony, bardzo pochlebnej opinii promotora i ogólnie licznych samych pozytywów, bez poważnego i merytorycznego uzasadnienia, i ogólnie jakiejkolwiek sensownej podstawy, syn nie może otrzymać stopnia naukowego doktora nauk ekonomicznych. Działania instytucji publicznych są jawnie nieobiektywne i stronnicze, będąc ukierunkowane przeciwko synowi. Tworzy się umyślnie sztuczny chaos informacyjny, który ma zakłamać i przykryć istotę zdarzenia. Podstawą tych działań jest niepisana, aczkolwiek w środowisku bardzo dobrze znana zasada, że doktorat jest jak poker. Fakt mającego miejsce łajdactwa promotor syna prof. T. Grabiński w e-mailu do prawnika określił w następujący sposób: "Nie wiem jak wyrazić swój żal z takiego obrotu sprawy. Cale życie zawodowe spędziłem w środowisku naukowym i uważałem to za powód do dumy a nie wstydu. Na rok przed emerytura przyszedł czas metamorfozy." Natomiast jeden z Profesorów napisał: "poziom uzasadnienia ze strony CK jest zupełnie niedostosowany do roli jaką pełni ta instytucja w Szkolnictwie Wyższym. Lakoniczność zawartych tam stwierdzeń wskazywać może jednoznacznie na kolesiostwo i brak chęci zrozumienia zgłaszanych problemów. Odnoszę wrażenie, że Prezydium sama siebie stawia w roli "wieży z kości słoniowej"."

W tym miejscu należy zadać pytanie, czy te stopnie naukowe są zarezerwowane wyłącznie dla dzieci bogaczy i profesorów? Czy człowieka mądrego i szlachetnego, chcącego budować lepszą przyszłość naszego kraju, musi się traktować jak Żyda w III Rzeszy? Czy tacy ludzie jak my są skazani na szukanie pomocy i lepszego życia na emigracji? Czy Polska ma szansę na lepszą przyszłość w układzie takich niesprawiedliwych relacji społecznych? Jak to w ogóle jest możliwe, że jedna niezorientowana w temacie osoba, przyznająca, że "obrona przeszła bez problemów (2 pozytywne recenzje, dwa wstrzymujące się głosy Członków Komisji, reszta aprobujących)", wobec pozytywnego świadectwa wielu, posługując się jawnie infantylnym językiem, po czym pisząc: "Wycofuje się ... - napisałam, że część Pana pracy nadaje się do kosza, co było niepoprawne i niewłaściwe, za co przepraszam" a "Pana najnowsze publikacje ... podobają mi się" doprowadziła i w dalszym ciągu doprowadza do tego, że syn nie otrzymał stopnia naukowego?

"Niedopuszczalne i nieetyczne jest postępowanie samodzielnego pracownika naukowego, który uczestnicząc w Komisji Doktorskiej nie przekonał innych jej członków do swojego negatywnego poglądu na niektóre zagadnienia poruszone w dysertacji, marginalne z punktu widzenia tematu rozprawy i postanowił wykorzystać swoją przewagę związaną z inkwizycyjnym charakterem postępowania w przedmiocie stopnia naukowego do skompromitowania [syna] przed Radą Wydziału w sytuacji, gdy [syn] już faktycznie bronić się [nie mógł], bowiem dalsze postępowanie przed Radą troczyło się bez [jego udziału]" i bez udziału recenzentów.

Wobec powyższego jeszcze raz apeluje osobiście do Szanownego Pana Ministra Sprawiedliwości o skuteczną i aktywną pomoc, która nie zamknie się na niedoskonałej literze polskiego prawa, lecz przekroczy jego granicę, ciągniona wzniosłym duchem, którego fundamentem jest sprawiedliwość i miłosierna pomoc słabszym i krzywdzonym. Proszę wobec tego nie postępować i nie odpisywać nam w sposób bezduszny, czysto techniczny, urzędowy i tym samym zbywający, i nic nierozstrzygający ani niewyjaśniający; nie przerzucać pisma po innych urzędach, tym bardziej nie kierując go do Centralnej Komisji, a więc krzywdzicieli, osób stronniczych, bo przecież "kruk krukowi oka nie wykole". Bardzo proszę nam po prostu tak po ludzku pomóc, gdzie sprawę w swej istocie jest rozwiązywalna, wystarczy odrobina dyplomacji i humanitaryzmu, a chcielibyśmy wierzyć, że obecny system i obecna władza jest też dla ludzi prostych, gdzie ktoś pochyli się nad bardzo wielką krzywdą i niesprawiedliwością. Ja ze swojej strony, jeżeli nie spotkam się z pozytywną reakcją, będę niniejsze pismo tłumaczyć i rozsyłać, gdzie tylko będę mogła, w szczególności do zagranicznych jednostek naukowych, z zapytaniem, czy u nich też w ten sposób realizuje się doktorat.

Z wyrazami szacunku:

Irena Krupa